Bez kategorii

Powroty

Zawsze są trudne. Smucą, jednocześnie radują.

Uwielbiam czas przygotowań do wyjazdów. Wielką radość sprawia mi planowanie podróży. Pobyt poza domem pozwala zresetować umysł, poukładać myśli w głowie. Ale zawsze na końcu podróży pojawia się przedziwnie cudowne uczucie radości na myśl o powrocie.

Tęsknię za zapachem mojego mieszkania. Kiedy otwieram drzwi uderza mnie dobrze znany, subtelny zapach jego wnętrza. Nawet światło wpadające do pomieszczeń ma specyficzny, wyjątkowy odcień. Pierwsza noc spędzona we własnym łóżku sprawia tyle radości. Dobrze znany zapach pościeli, światło nocnej lampy, powietrze wpadające przez otwarte okno…wszystko to wydaje się być tylko moje, wyjątkowe.

Powroty uczą mnie doceniać to, co mam. Ten mały kawałek świata, który jest moją własnością. Tęsknota pielęgnuje moją wdzięczność za to, co posiadam. Umacnia ona moją miłość do najbliższych, niewidzianych przez tych kilkanaście dni.

Za te uczucia kocham powroty. Zapach domu, choć dobrze znany, wydaje się najpiękniejszą kompozycją zapachową na świecie. Poranna kawa smakuje wyjątkowo wybornie, wszystkie wcześniejsze niedoróbki, które tak denerwowały, teraz wydają się nieistotne, a nawet cieszą oko. Aż żal wychodzić z domu. Nic, tylko zaszyć się pod kocem i dzięki zdjęciom wracać do miejsc, w których jeszcze kilka dni temu toczyło się nasze życie.

Processed with VSCO with m5 preset

 

Processed with VSCO with m5 preset

 

Processed with VSCO with g3 preset

Reklamy
Zwykły wpis
Codzienność, Kariera

Mam marzenie

Dziś w biurze usłyszałam, że główny księgowy rezygnuje z wykonywania pracy, ponieważ w jego zawodzie dominują kobiety, a on nie ma zamiaru dłużej z nimi konkurować, bo są zbyt głupie i niedouczone.

Nie pierwszy raz wygłaszał tego typu mądrości. Niejednokrotnie komunikował współpracownikom, że jakaś tam kobieta jest zbyt tępa, by coś zrozumieć, wykonać jakieś zadanie, itd. Ale spytaj „chłopa” o cokolwiek, to prosi by dać mu godzinkę (a nawet i pięć) na zorientowanie się w temacie.
Celowo użyłam słowa chłop. Domyślcie się dlaczego.

Pracuję już kilkanaście dobrych lat. Pracowałam w trzech różnych firmach. Były to instytucje prywatne lub publiczne. W żadnej z nich nie spotkałam się z tak jawnie wyrażaną dezaprobatą kobiet w miejscu pracy. Moje koleżanki niestety doświadczały tego częściej niż ja. Ze strony kolegów na równorzędnych stanowiskach jak i kierowników, dyrektorów, prezesów. Może i ja tego doświadczałam częściej, kiedy byłam młodsza. Obawiam się, że na początku drogi zawodowej nie zauważa się pewnych rzeczy. Człowiek i tak skupiony jest maksymalnie na pracy, którą ma do wykonania i udowodnieniu – innym i sobie – że da radę.

Jestem świeżo po lekturze Włącz się do gry. Czytałam ją z wielkim zaciekawieniem, czułam, jakbym momentami odkryła na jej kartach jakąś objawioną prawdę. Ale autorka nie odkrywa przed nami Ameryki, wręcz przeciwnie. Pisze o tym, jak jest. A jest niefajnie…

Mężczyźni lepiej zarabiają.
Mężczyźni częściej niż kobiet zajmują stanowiska wyższego szczebla.
Mężczyźni są bardziej pewni siebie.
Mężczyźni często wiedzą mniej niż ich koleżanki z pracy, ale i tak wystawiają sobie lepsze oceny. Inni również oceniają ich lepiej. Kobiety praktycznie zawsze są w swoich ocenach bardziej surowe.

Często zdarza się, że za tymi czterema przykładami nie stoją żadne argumenty. Po prostu tak jest.

Ważne jest to, byśmy uświadomiły sobie, że możemy zmieniać rzeczywistość. Nie jest to łatwe (wiem ze swojego doświadczenia), ale jesteśmy w stanie to zrobić. W świetle wyników badań to kobiety są często lepiej wykształcone, mają większą wiedzę niż mężczyźni, a stoją o kilka schodków niżej. Wcale tego nie chcą. Po prostu tak to już jest. Choć nie musi to tak wyglądać… Moim marzeniem jest równość. Moim marzeniem jest sprawiedliwość. Moim marzeniem jest ODWAGA. Ale o tym w kolejnym poście.

Zastanawiam się, jakie Wy macie doświadczenia w temacie nierówności na rynku pracy. Będzie mi miło z Wami o tym porozmawiać.

Zwykły wpis
Kariera

Warto organizować pracę w dbałości o spokój ducha

Do niedawna borykałam się z problemem złej organizacji swojej pracy. Choć chyba bardziej uczciwe (i bliższe prawdy) byłoby mówienie o jej braku.
Od jakiegoś czasu, zaraz po przyjściu w poniedziałek rano do pracy, rozpisuję listę zadań do wykonania na cały tydzień. Świetnym rozwiązaniem jest kalendarz google, zsynchronizowany z telefonem. Dobrym wyjściem jest również tablica zadań, która wisi nad biurkiem. Niby nic takiego, a ogarnięcie codziennych obowiązków przychodzi mi łatwiej. Co ważne, dobra organizacja dnia pracy sprawiła, że wychodzę z biura spokojniejsza.
Rozpraszacze rujnują wszystko
Sprawdzanie skrzynki e-mail, odbieranie telefonów, korzystanie z mediów społecznościowych, zaglądanie na strony serwisów informacyjnych – wszystko to sprawia, że odrywamy się od zadania i trudniej jest nam wykonać to, co zaczęliśmy. Staram się wylogować ze skrzynki mailowej, w oknie przeglądarki – jeśli w ogóle muszę z niej korzystać – pozamykać wszystkie niepotrzebne okna i skupić się na zadaniu do wykonania.
Zawsze wyłączam powiadomienia na komputerze i telefonie, chyba, że są niezbędne. Łatwo wyrywają nas z koncentracji, a wtedy trudno jest z takim samym zaangażowaniem wrócić do działania.
Kiedy mam do wykonania coś naprawdę ważnego i wymagającego, proszę współpracowników by nie zawracali mi głowy. Na początku miałam opory przed tym, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Mówię wprost, ze nie mam czasu i proszę o święty spokój. Szczerze mówiąc – po latach pracy zrozumiałam, że mam do tego prawo 😉
Kolejnym  błędem było rozpoczynanie pracy nad kilkoma zadaniami jednocześnie.
Takie działanie to gwarancja porażki, zmęczenia, frustracji. Nawet jeśli udało mi się ogarnąć kilka rzeczy na raz, niekoniecznie byłam zadowolona z efektu końcowego. Miałam poczucie, że wszystkie sprawy załatwiłam po macoszemu. Miałam poczucie winy, że mogłam się bardziej przyłożyć. I chociaż z listy zadań poznikało wiele pozycji, nie byłam wcale zadowolona. Niejednokrotnie wracałam do nich, przez co traciłam na tę samą sprawę kolejne godziny. Totalnie bezsensowne!
Czy muzyka może być rozpraszaczem uwagi? Wydawałoby się, że tak. Wiele osób lubi pracować przy dźwiękach muzyki i ja się do nich zaliczam. Wprawdzie zignorowałam modę na muzykę klasyczną, która ma udowodniony, pozytywny wpływ na sprawność myślową i wybrałam jazz. Kiedy mam naprawdę trudny dzień i szereg spraw do ogarnięcia, z pomocą przychodzi mi Gregory Porter. Głos  tego genialnego wokalisty i dźwięki muzyki sprawiają, że natychmiast dostrajam się do pracy.
Słyszeliście o zasadzie dwóch minut?
Jeśli jakaś czynność zajmie ci maksymalnie dwie minuty, zajmij się nią od razu, nie odkładaj jej na później.
Zaczęłam działać w myśl tej zasady i powiem wam, że to działa!  Od razu po przyjściu do pracy wypycham te zadania, na które poświęcam kilka minut i po upływie kwadransa mam poczucie, że tyle rzeczy już udało mi się zrobić. Jest przed godziną dziewiątą, a ja bohaterka już tyle zdziałałam. To daje mi dużo energii do dalszej pracy i poczucie, że skoro dzień zaczął się tak dobrze, to dalej będzie tylko lepiej.
Nie zapominajmy o regularnych przerwach.
Kiedy czuję, że myśli mi się coraz trudniej, uderzam w mentalną przeszkodę, napotykam problem i nie wiem, co dalej, wychodzę na kilka minut przed biuro lub biorę w rękę filiżankę z kawą, staję w oknie i chłonę cała sobą kolory, zapachy, zieleń. Taka krótka przerwa dodaje mi sił, odświeża myśli, włącza mnie z powrotem do gry, a wtedy potrafią zdarzyć się w mojej głowie prawdziwe cuda.

organizacja a spokoj ducha

Najważniejsze to wypracować sobie taki styl pracy, by wychodzić z biura spokojnym. Nigdy nie jest tak, że uda nam się w 100% wykonać wszystko to, co założyliśmy. Każdy z nas ma lepszy i gorszy dzień. Ale możemy trzymać się  kilku złotych zasad, które ułatwią nam pracę i poprawią samopoczucie.

Zwykły wpis